czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 3


PERSPEKTYWA EVE

Nie spałam zbyt dobrze. Potrzeba załatwienia się, ciągle wyrywała mnie ze snu. Obudziłam się około dziesięciu razy, tylko po to, by skorzystać z łazienki. Powinnam powiedzieć, że w ogóle nie spałam zbyt wygodnie. Co chwila miotałam się i przewracałam, próbując znaleźć wygodną pozycję.
Kiedy się obudziłam, prawie mi ulżyło, że to już koniec tej niespokojnej nocy. Jednak, kiedy tylko wstałam, ulga zniknęła. Od nowa źle się czułam. Przez gorączkę, zaczęłam się pocić,  a zgaga zaczęła mi dokuczać. Czmychnęłam do łazienki, zdążając idealnie zwymiotować, wszystko co ostatnio zjadłam, do toalety. Nie mogłam nic poradzić, na odgłosy, jakie wydawał mój żołądek, podskakując do przodu. To było ohydne.  Musiałam pamiętać, czego jest to warte. Pozostało mi jeszcze osiem i pół miesiąca. Był listopad, co oznaczało, że w lipcu będę rodzić. Zadrżałam na samą myśl o tym.
Nim mogłam zrozumieć, co się dzieje, zostałam otoczona, przez piątkę szalonych ludzi, w łazience, którzy pytali czy wszystko w porządku i czy potrzebuję czegokolwiek.
– Eve, wszystko w porządku?
– To znowu poranne mdłości?
–  Potrzebujesz czegoś? Czegokolwiek?
Wywróciłam oczami i spuściłam wodę w toalecie.  Wypchnęłam wszystkich z mojej drogi do umywalki, bym mogłam umyć zęby. Wszyscy obserwowali mnie w ciszy.
Kiedy wypłukałam usta i wyplułam wodę, odwróciłam się kładąc dłoń na czole i westchnęłam w ich stronę.
– Czy wy naprawdę myślicie, że ktoś ciężarny, chory i zirytowany chce być ściśnięty w łazience i zbombardowany pytaniami?
– Um… – Harry zawahał się głupio.
– Nie! – krzyknęłam rozdrażniona – Nie chcę. Więc proszę, proszę zostawcie mnie samą – błagałam spokojnym głosem.
– Przepraszam, Eve my tylko… – Niall próbował przeprosić, ale przerwałam mu.
– Tak, dziękuję. Rozumiem. Wy tylko próbowaliście mi pomóc, ale naprawdę, jedyne co możecie zrobić, by mi pomóc, to zostawić mnie samą. – powiedziałam.
Moje oczy napotkały Zayna, w chwili, kiedy do nich mówiłam. Wydawał się rozumieć całkowicie o co mi chodzi. Oczywiście nie wiedział jak to jest być w ciąży, ale zrozumiał, że nie chce by mi przeszkadzano. Więc był pierwszym z nich wszystkich, który opuścił łazienkę.
Niedługo potem wszyscy podążyli za nim, a ja ostatecznie zostałam sama. Wypuściłam drżący oddech, oparta o ścianę z bolącą głową i zamkniętymi oczami. Czułam się okropnie. Nie mam pojęcia jak długo siedziałam tam, w łazience, ale musiała to być dłuższa chwila, gdyż usłyszałam lekkie pukanie do drzwi.
– Co? – warknęłam, nie myśląc, że zabrzmię niegrzecznie. Po prostu nie byłam w humorze.
– Uh… – natychmiast rozpoznałam głos Liama – Wychodzimy zjeść gdzieś śniadanie, zakładam, że nie chcesz iść?
Jego głos brzmiał niepewnie, jakby bał się, że mu coś zrobię. Westchnęłam, dając mu odpowiedź.
– Nie, ale dzięki.
– Dobrze, Zayn zostaje, by upewnić się czy z tobą wszystko w porządku, no i chce pospać trochę dłużej – Liam poinformował mnie, zanim usłyszałam jego oddalające się kroki i dźwięk zamykanych drzwi. To słodko ze strony Zayna. Wiedziałam, że to głównie dlatego, że chce jeszcze pospać, ale myśl, że zostaje w domu była miła.
Zdecydowałam, że potrzebuję prysznica, więc wślizgnęłam się pod parującą wodę. Umyłam włosy, twarz i ciało, zanim wyszłam spod prysznica, w chłodne powietrze domu. Chwyciłam ręcznik i owinęłam się nim, więc wyglądałam jak tuba.
Wiesz co mam na myśli.
Rzecz w tym, że czułam się o wiele lepiej i byłam bardziej głodna, niż wcześniej.
Nie myśląc, popędziłam do kuchni, by znaleźć coś do jedzenia, co wstrzymało by mój (oraz dziecka) głód, aż do odpowiedniego posiłku. Widząc banany, obrałam jednego i zaczęłam go wpychać w swoje usta. Kogo to obchodzi, jeśli nikt nie patrz, prawda?
Błąd. Przez moje ciążowe hormony, nawet nie zauważyłam, Zayna w kuchni. Stał w dresach i zwykłym podkoszulku z uniesionymi brwiami.
– Um… – kąciki jego ust uniosły się w górę, tworząc uśmiech i spojrzał na mnie w dziwny sposób.
Miałam całego banana w ustach i byłam ubrana tylko w ręcznik. To nie była moja najlepsza godzina.
– O mój boże – powiedziałam a banan wciąż zajmował całą objętość moich ust.
Zayn zachichotał, wciąż na mnie patrząc. Patrzyłam na niego, kiedy on patrzył na mnie tymi głębokimi oczami i z jego dziecinnym uśmiechem. Był taki gorący.
Co? Kto to powiedział? Ach, racja, to ja. Był tak atrakcyjny, że gdyby tylko chciał, mógłby stopić Antarktydę. Oto, jak wspaniały był. To znaczy, spójrzcie na niego! On ma…
– Eve, wszystko w porządku? – zapytał Zayn, przerywając moje przemyślenia.
– Och, tak – zarumieniłam się, odwracając wzrok, byleby nie patrzeć na niego.
– Cóż, wygląda na to, że jesteś głodna. Znam dobre miejsce, gdzie możemy dostać coś do jedzenia, jeśli chcesz – zasugerował.
– Ok. – uśmiechnęłam się, z trochę za dużym entuzjazmem – Ja po prostu.. uh, ubiorę się w takim razie – skinął głową i wrócił do swojego pokoju by też się ubrać. Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, zaczęłam wariować.
Co mam ubrać? Jak dużo makijażu? Czy powinnam zrobić coś z włosami? Czy on w ogóle mnie lubi? Oczywiście, że nie! Jestem gruba, brzydka i ciężarna na miłość boską!
W końcu zdecydowałam się na parę legginsów, lekki sweter, w połączeniu z wysokimi, za kolana, skórzanymi butami. Przerzuciłam włosy na bok i zastosowałam tylko krem BB na twarz.
Niespodziewanie, kiedy wyszłam na spotkanie z Zaynem, on czekał na mnie, jakby minęła już godzina. Wyglądał naprawdę słodko. Jego włosy były idealnie postawione, ubrał chinosy (dop. aut. To spodnie, trochę luźniejsze niż rurki) i kraciastą koszulę. Nie mogłam powstrzymać się od przyjrzenia mu się. Nie dostrzegł tego, dobrze, przynajmniej mam nadzieję, że nie.
– Gotowa do wyjścia? – zapytał mnie, a ja skinęłam głową. Udaliśmy się do samochodu. Miał Bentleya. BENTLEYA!
Jazda samochodem, była zbyt krótka, byśmy mogli porozmawiać, więc tego nie robiliśmy. Ale gdy zatrzymaliśmy się na parkingu, musieliśmy zacząć rozmowę, bo wokół samochodu zebrało się całe grono ludzi.
– Co się dzieje? – zapytałam próbując nie wpaść w panikę.
– Paparazzi, fani, norma. Tylko nie odpowiadaj na żadne pytania, trzymaj głowę spuszczoną i nie puszczaj mojej ręki. – polecił. Zanim zdążyłam zadać więcej pytań, on wysiadł z samochodu, okrążył go, by otworzyć moje drzwi i wziął mnie za rękę.
Uścisnął ją mocno, co pozwoliło mi czuć się bezpiecznie. Zrobiłam to co powiedział. Byłam cicho i trzymałam głowę opuszczoną. Kiedy tylko weszliśmy do środka restauracji, westchnęłam z ulgi.
– Nie wejdą do środka – powiedział cicho.
– To było, um… przytłaczające – powiedziałam do Zayna. Wtedy zauważyłam, że wciąż trzyma mnie za rękę.
Wiedział, że zwróciłam na to uwagę, więc swobodnie puścił moją dłoń, mówiąc kobiecie przy kasie, że chcielibyśmy stolik dla dwojga. Kiedy usiedliśmy przy stoliku, zaczęłam przeglądać menu śniadaniowe, zatrzymując się na jagodowych naleśnikach. Kochałam jagody. I naleśniki. Połączenie było nieziemskie.
– Co bierzesz? – zapytałam Zayna.
– Po prostu omlet – Zayn wzruszył ramionami.
– A ja naleśniki – powiedziałam mu, mimo że nie pytał.
– Dobrze – odpowiedział. Obydwoje byliśmy w niezręcznej sytuacji, nie pewni co powiedzieć.
– Więc, muszę zapytać – zaczęłam – Jak bardzo podirytowany jesteś, tym śmietnikiem, który przynosi sława.
Zachichotał lekko, ukazując swoje śliczne, małe zęby. Zanotowałam w pamięci, by przestać myśleć w tak przerażający sposób, o biednym Zaynie.
– To może czasami wydawać się szalone, ale warto. Kocham śpiewać, tak bardzo.
– Ta, Zayn, już wiem, że jesteś prawie gotowy, by kogoś zabić, ale w porządku. Ty i twoje wyszkolone media, możecie po prostu kłamać cały dzień – zażartowałam. Uchylił uśmiech, ale skrzywił się, gdy jego telefon zaczął wibrować na stoliku.
Zayn posłał mi przepraszające spojrzenie i odebrał telefon.
– Cześć, Li – mówił do mojego kuzyna, ale wpatrywał się we mnie.
– Tak, wszystko z nią dobrze. Poszliśmy coś zjeść – przerwał pozwalając odpowiedzieć Liamowi.
– Jak myślisz ile to potrwa? – zapytał marszcząc brwi.
– No dobrze. Znajdę dla nas jakieś zajęcie. Do zobaczenia później. – powiedział odkładając telefon.
– To był Liam – powiedział Zayn.
– No tak, zdążyłam się zorientować – roześmiałam się.
– Powiedział, że on i chłopcy mają do załatwienia jakieś interesy i zakupy. Więc wygląda na to, że dzisiejszy dzień spędzimy we dwójkę.
NAPRAWDĘ bardzo próbowałam walczyć z uśmiechem, który wkradał się na moją twarz, ale nie mogłam go powstrzymać. Och, daj spokój! Zayn był uroczy, utalentowany, inteligentny, seksowny, zabawny, słodki i miał Bentleya. Czego tu nie lubić? Wstrzymaj się Eve! Twoje hormony, za wcześnie wchodzą ci w drogę.
– To, w takim razie, co będziemy robić? – zapytałam.
Zanim odpowiedział, musiał przez kilka chwil pomyśleć.
– Zjedzmy, a następnie możemy pojechać do księgarni, po trochę książek dla dzieci, jeśli chcesz. Później możemy wrócić do domu i spędzić trochę wolnego czasu.
– To mi się podoba – uśmiechnęłam się. Byłoby miło poznać go i uczyć się o ciąży w tym samym czasie.
W ciągu następnych trzydziestu minut nasze jedzenie przyszło, porozmawialiśmy trochę, delektując się jedzeniem i pokonaliśmy bezpieczną drogę do samochodu. Cóż, niby bezpieczną. Prawie się przewróciłam przez straszną piranię z kamerą.
– Uff – odetchnęłam.
– Do księgarni – ogłosił Zayn zabawnym głosem. Zachichotałam, zapinając swój pas.

* * *

– Mamy dużo książek – powiedziałam z szeroko otwartymi oczami.
Właśnie wróciliśmy do domu, a teraz Zayn i ja rozłożyliśmy wszystkie książki na blacie kuchennym. Ostatecznie zdobyliśmy piętnaście różnych tytułów. Niektóre były o imionach dla dzieci, część z nich zawierały porady, czego mogę się spodziewać, a niektóre mówiły wszystko co potrzebuję zrobić i co kupić. To było dużo informacji, które musiałam wpoić.
– Masz rację.  Kiedy przeglądałem książki wtedy, w księgarni, uświadomiłem sobie, że potrzebujesz lekarza. Więc napisałem do Liama i załatwi ci wizytę. – poinformował mnie.
– Brzmi dobrze.  Nawet o tym nie pomyślałam. Co ja bym zrobiła, bez ciebie Malik? – uśmiechnęłam się do niego. Na pewno dowiedzieliśmy się dużo o sobie. W samochodzie, ja powiedziałam mu wszystko o sobie, a on mi wszystko o nim. To naprawdę  świetny chłopak. Ale, wiesz, bycie atrakcyjnym to wielki, tłusty plus.
Ale potem przypomniałam sobie o dziecku. Następnie uświadomiłam sobie, że żaden facet nie chce dziewczyny, która jest gruba, spocona, humorzasta, no i która jest mamą. Zayn po prostu był miły, bo czuł, że musiał. Może jesteśmy przyjaciółmi. Może.
– JESTEŚMY W DOMU! – krzyknął Louis.
– Cześć – powitałam wszystkich. Liam podszedł do mnie.
– Lepiej się czujesz?
Skinęłam głową, pozwalając, by mój wzrok powędrował na Zayna, który stał z boku, gdy wszyscy mi się przyglądali.
– To dzięki Zaynowi.

5 komentarzy:

  1. Super rozdział, nie mogę doczekać się następnego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zayn jest taki słodki *-* dzięki, że tłumaczysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy ;)) Hah, też tak uważam ♥

      Usuń